Kalwaria Pacławska

LEGENDY


"O karczmie co pod ziemię się zapadła"

"W pobliżu klasztoru w Kalwarii Pacławskiej stała pochylona wiekiem karczma. Arendarzem był Żyd imieniem Baruch. W każdy wieczór schodzili się tu drwale z okolicznych lasów i chłopi, aby wypić gorzałkę i pobawić się w rytm basetli i skrzypiec. Huczała więc i trzęsła się w posadach karczma. Z dala już słychać było pokrzykiwania podchmielonych biesiadników. Arendarz zacierał ręce z zadowolenia i nalewał gorzałkę do kubków. - Pijcie Macieju - mówił - jeszcze wam jednego Celestynie. Rozochoceni chłopi nie żałowali grosza, a kiedy już go brakowało, zastawiali co mieli- a to pas, kubrak lub buty. Hulanki przeciągały się nawet do rana. Zamartwiały się żony, szczególnie zaś Maciejowi. Mąż jej drwal w pobliskim lesie, wychodził wcześnie rano na wyrąb, a przychodził do domu późno w noc. - Aby was ziemia pochłonęła, abyście już z diabłem poszli - co dzień klęła Maciejowa, a wraz z nią inne baby.

Pewnego razu przechodził koło karczmy, wsparty na kosturze, w łachmany odziany, starzec. Mimo nędznego ubioru biła z jego postaci duma i dostojeństwo. Wnet otoczył go wianek kobiet. - Wody mi dajcie, dobre kobiety, bom strasznie zdrożon - rzekł. Maciejowa pierwsza podała dzban czystej wody. - Kto ty, panie? - spytała. - Jestem pustelnik - odpowiedział. - przychodzę tu z dalekich stron. Chcę, nim liście zżółkną, a trawa zwiędnie, dojść do gór. - Niebiosa nam ciebie zsyłają - rzekła Weronika, żona kowala. - Źle się u nas dzieje, zostań u nas. - Zostań, zostań - wołały kobiety, jedna przez drugą. - Zostań i módl się. - Widzę, że trapi was zmartwienie- odrzekł starzec. - Mogę wiedzieć jakie? - Chłopy nam się zatracają - odparła Maciejowa. - Cały dzień w karczmie siedzą, zarobki przepijają. Módl się przeto za nich! - Módl się! - zawołały wszystkie razem.

Starzec przyobiecał modlitwy za niegodziwych, a rozpocząć je miał z wieczora. I tak się stało. Trochę chleba i wody ułożył na wysokim kamieniu, stanął obok i wznosił ręce ku górze. Trwało to przez siedem dni i siedem nocy. Ustały na ten czas hulanki w karczmie, lecz gdy tylko pielgrzym zszedł z kamienia, na którym zostawił odciski swoich stóp, znów zabrzmiała skoczna muzyka i dało się słyszeć okrzyki: - Hu- ha- hejże- hola. - Przeklęci - rzekł pielgrzym, po czym dodał: - Kiedy wrócę za rok, karczmy już nie będzie.

Nie na wiele zdały się przestrogi i ostrzeżenia pielgrzyma. Jak dawniej odbywały się w karczmie huczne biesiady i hulanki, jak dawniej mężczyźni przepijali w ciężkim pocie zarobione grosze, jak dawniej żony przeklinały swoich mężów. Gdy minął rok i jeden dzień, zjawił się we wsi ponownie pielgrzym. Był już późny wieczór. Pajęczyna komarów rozpostarła się nad licznymi rozlewiskami. Co pewien czas między drzewami przeleciał z piskiem gacek. Wtem w karczmie zapaliły się wszystkie światła, zagrała basetla i skrzypki. Jakiś silny męski baryton krzyknął: - Hejże, a żywo! Były to jednak ostatnie słowa tam wypowiedziane, bo oto nagle ręka pielgrzyma uniosła się w górę. Stała się rzecz straszna. Stara karczma zapadła się pod ziemię. I śladu po niej nie zostało. Czasami tylko w parne, letnie wieczory, słychać w głębi ziemi delikatny dźwięk skrzypiec."

Cyt. "Gromada" 1990r. "Baśnie ludowe", Jerzy Bauer- Brzezina- "Stara Karczma"